CIEPŁO, NOSISZ JE W SOBIE...



Kiedy zepsuł mi się grzejnik byłam załamana! Był środek lutego, a ja mieszkam w kamienicy.


CIEPŁO, NOSISZ JE W SOBIE...

Myślałam ze zamarznę. Dzwoniłam po wszystkich serwisach, ale następny wolny termin jakiejś złotej rączki był dopiero za dwa dni. Próbowałam się ogrzewać na rożne sposoby. Włączałam piekarnik, kuchenkę gazową, zapalałam świeczki, ale wszystko to dawało krótkotrwały efekt. Już myślałam, że rozpalę ognisko na środku salonu. Że też, ten głupi grzejnik musiał się zepsuć akurat mi! Całe szczęście mam wspaniałego kota Napoleona, który swoim ciepłym futerkiem pomagał mi jak mógł. Kładł się na moje zmarznięte stopy i leżał obok mnie. Coś mi się wydaje, że zepsuty grzejnik i jemu dał popalić. Nigdy tak chętnie się do mnie nie tulił. W końcu nadszedł czas mojej gehenny i specjalista zawitał w naszym domu. Zepsuty grzejnik opukał, porozkręcał i Bóg jeden wie, co on tam z nim jeszcze wyprawiał. W końcu skończył. Już chciałam rzucać się mu na szyję i śpiewać „Alleluja!”, ale wystawił mi taki rachunek przed nos, że zamarzłam w pół słowa. Za taką cenę, to ja sobie mogłam nowy i dużo fajniejszy grzejnik kupić! Ale się wściekłam. W końcu utargowałam jakąś sensowną cenę, a na koniec i tak poszczułam go kotem.




Brak komentarzy.

Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.

meble